„Zdzichu”
Tym artykułem chciałbym państwu przybliżyć postać rzeźbiarza prof. Zdzisława Pidka – „Zdzicha”, który mieszkał wśród nas w Straszynie przy ulicy Chabrowej 30 i był twórcą największych pomników zbrodni i męczeństwa narodu polskiego.

Zdzisław Pidek urodził się 16 maja 1954r. w Bychawie koło Lublina. Absolwent Liceum Sztuk Pięknych w Nałęczowie oraz Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku, w pracowni rzeźby profesora Franciszka Duszeńki. Od 1980 roku pracował na uczelni przechodząc wszystkie szczeble awansu, a od 2001r. już jako profesor. Był autorem największych realizacji rzeźbiarskopomnikowych ostatnich dziesięcioleci: Polskich Cmentarzy Wojennych w Katyniu i Miednoje, Cmentarza Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie oraz pomnika na terenie byłego hitlerowskiego obozu zagłady w Bełżcu. Zmarł nagle 11
kwietnia 2006r.

Bełżec, pomniik upamiętniający miejsce kaźni ponad 500 000 ludzi
Gdy jesienią 2007r. zadzwonili do mnie Kasia i Piotrek Józefowicze, artyści Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku z zapytaniem czy będę miał czas i ochotę pomóc przy organizacji pośmiertnej wystawy „Zdzicha” w Gdańskiej Galerii „Łaźnia”, odpowiedź mogła być tylko jedna „tak”. Otwarcie planowano na 11 kwietnia w drugą rocznicę śmierci. Jakże mogło być inaczej, skoro znaliśmy się od 1980r. Poznaliśmy się na jakiejś imprezie studenckiej, on świeżo upieczony asystent w pracowni rzeźby prof. Franciszka Duszeńki, ja student pierwszego roku malarstwa. Polubiliśmy się od razu i tak już zostało do jego śmierci. Wracając do wystawy pośmiertnej „Zdzicha” pt. „Pamiętamy”. Przedsięwzięcie zapowiadało się imponująco i z niekrytym podziwem obserwowałem upór i konsekwencję Kasi i Piotra Józefowiczów w dążeniu do celu. Pomysł był taki, że wystawę „Zdzicha” organizują jego przyjaciele. Trzeba było prześledzić całą dokumentację pomników, wcześniejszych prac, zdjęć prywatnych, napisać teksty do katalogu, a nawet odtworzyć i odszukać niektóre prace. Mi przypadło odtworzenie instalacji z psimi budami pt. „Co zrobić z tą wolnością?”. Myślałem, że jako sołtys mający kontakt z sołtysami w gminie będzie mi łatwiej zebrać około 10 bud. Jak się okazało, na wsi łatwiej o psa niż o budę (budy się nie rozmnażają) jedynie Pan Gerard z ulicy Tęczowej ze Straszyna (najmniej wiejska wieś w gminie) na moje zapytanie bez wahania odpowiedział: mam dwie, dam. Resztę pozbijałem z różnych odpadów – wyglądały jak powinny – czyli jak stare. Stachu Wyrostek – artysta rzeźbiarz odszukał i odnowił ogromne tablice (negatywy odlewów w żywicy) z wyciśniętymi tysiącami nazwisk pomordowanych polskich oficerów w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Asystent „Zdzicha” Robert Kaja przywrócił do pierwotnego stanu metalową wialnię, praca pt. „Poszukiwacz wartości”. I w ten sposób przyjaciele „Zdzicha” zjednoczeni wokół hasła wystawy „Pamiętamy” doprowadzili do jej powstania. Oczywiście, wymieniłem tylko niektóre osoby. Na wystawie zaprezentowano również parę prac studentów „Zdzicha”. Pisząc ten artykuł specjalnie nie silę się na gloryfikację jego sztuki, poglądów czy postawy artystycznej, tę sprawę zostawiam czasowi i historykom. A poza tym sztukę trzeba oglądać na żywo, a zwłaszcza pomniki męczeństwa i zbrodni.


Katyń, pomnik pamieci zamordowanych oficerów
Podczas długiego weekendu majowego wraz z kuzynem i naszymi żonami, postanowiliśmy pojechać do Bełżca i zobaczyć realizację „Zdzicha”. Jest to pomnik zaliczany do najwybitniejszych dzieł sztuki światowej. Katalog z wystawy, który ukazał się pod koniec sierpnia (143 strony) dostępny w Galerii „Łaźnia” w Gdańsku, zawiera wiele zdjęć i zbliżeń pomnika ale nie oddaje tego co zobaczyliśmy na żywo. Nie wieje chłodnym wiatrem z mżawką, jaką zastaliśmy w Bełżcu w majowy poranek. Nie oddaje przytłaczającej szczeliny „Drogi”, którą idąc do kamiennej ściany z wyrytą modlitwą Kadisz, z każdym
krokiem zagłębiasz się w ziemię, gdzie u kresu panuje zawsze półmrok. Nie obrazuje ogromnych przestrzeni żużlu (spieczonego popiołu) po obu stronach
szczeliny oraz struktury jałowej ziemi, która przykrywa popioły 500 000 pomordowanych ludzi. Muszę przyznać, że żadne zdjęcia nie oddadzą ogromu przedsięwzięcia jakie ujrzeliśmy. Poruszenie jakiego doznaliśmy, oglądając ten cmentarz, wywarło na nas dreszcz emocji i tragizm tamtych wydarzeń.
Cała ta idea zrodziła się w głowie człowieka bardzo skromnego, wręcz cichego, nie dbającego nigdy o zaszczyty czy rozgłos, natomiast w swoich działaniach artystycznych bezkompromisowego i pełnego rozmachu. Żył sztuką i dla sztuki. Był małego wzrostu, ale wielki duchem. PAMIĘTAJMY !!!
P. S. W dniu wernisażu wchodząc do galerii „Łaźnia” natknąłem się na korytarzu na ekipę telewizyjną skupioną nad nekrologiem. Był to nekrolog informujący, że w nocy z 10 na 11 kwietnia zmarł prof. Franciszek Duszeńko. Profesor był bardzo schorowany i z pewnością nie dałby rady przybyć na wernisaż swojego asystenta. Ale widocznie stary i młody mistrz „umówili się po cichu” inaczej.
Bogusław Izdebski

